Jak 6 miesięcy Tinder zmusiły mnie do prawdziwych związków

  • Edward Pitts
  • 0
  • 2939
  • 195

Odkąd pamiętam, byłem bardzo sceptyczny wobec mikroplanowanych relacji powstałych w erze cyfrowej. Nie zrozum mnie źle; Myślę, że to świetnie, kiedy to działa. Mam bliskich krewnych, którzy poznali swoich małżonków poprzez randki online.

Dla mnie osobiście zawsze podobał mi się indywidualny urok i retoryka, które wynikają z prawdziwego przypadku.

Ale tam miałem 30 lat, byłem dumny singiel i u progu nowych i ekscytujących początków. Trzymałam stałą pracę, zarabiałam przyzwoicie, regularnie ćwiczyłam i czesałam całą głowę z włosami każdego dnia.

A jednak, pomimo całej tej radości, całego tego blasku i tajemniczości, tradycyjne nawyki randkowe w LA wydawały się tak nieobecne jak zawsze.

Co się stało z poznawaniem ludzi w znajomym otoczeniu? Jak to nagle zniknęło? Gdzie wszyscy poszli?

Najwyraźniej moja zinstytucjonalizowana, pozbawiona rzeczywistości rzeczywista, oparta na aplikacjach towarzyska wyprała mózg i przejęła całą kulturę. Przesuwanie stało się teraz nową czernią, a relacje, jakie znaliśmy, były kwestionowane przez szereg nowych komunikatów.

Bez większego wyboru zrobiłem to, co zrobiłby każdy szanujący się początkujący Millennial. Boleśnie i z przykrością przyswoiłem sobie digitalizację randek.

Enter Tinder: największa i najbardziej uzależniająca forma cyfrowej złej komunikacji na Ziemi. Obserwują go wirtualni ludzie, bez przeszkód na najbardziej zatłoczonym skrzyżowaniu samotności i uwodzenia. Jest chwalebny, nieskomplikowany i bezmyślny po latach.

Wziąłem na siebie sześciomiesięczny okres próbny, a tak właśnie się stało. Przez ten czas widziałem wystarczająco dużo, by wiedzieć, że widziałem to wszystko - od brzydkich po piękne, skąpo odzianych po przesadzonych.

Od kobiet z dziećmi i kobiet z bronią aż po kobiety, które w końcu mogą nie być kobietami. Wpadłem na drogich przyjaciół, przyjaciół przyjaciół, ludzi, którzy byli moimi przyjaciółmi i tych, których chciałbym, byli moimi przyjaciółmi na noc.

Zetknąłem się z histerycznymi zdjęciami profilowymi, duchowymi zadumami, fragmentami Biblii, cytatami z filmów i bystrymi jednoklinistami. Naprawdę, komentarz jest bardziej niezapomniany niż ludzie.

Znam wzrost co najmniej 20 000 kobiet i zdążyłem zaakceptować fakt, że najwyraźniej nikt - ani jedna kobieta - nie jest w Tinderze w poszukiwaniu związku. Zabawne, jak to działa.

Odkryłem nazwiska, o których istnieniu nigdy nie wiedziałem, znalazłem nazwiska, których nie potrafiłem wymówić, i nauczyłem się niezliczonych sposobów na pisownię popularnych nazw, takich jak Lindsey. Odkryłem, że prawie wszystkie kobiety mają tatuaż lub piercing, i bez nich jesteśmy tylko niezidentyfikowanymi przedmiotami wędrującymi bez celu na boski zegarek.

Dowiedziałem się, że samochód wyścigowy zapisany do tyłu jest samochodem wyścigowym - być może najbardziej nieprawdopodobnym palindromem, jaki można wymyślić. I każda pizza może być osobistą pizzą, jeśli tylko spróbujesz wystarczająco mocno. Kocham to.

Sama aplikacja jest nieograniczona. To jak Words With Friends od nowa - wiele gier jest granych jednocześnie, wszystko ze szkodą dla wydajności pracy / życia. To czarna dziura rozrywki, by zwalczyć nasz największy strach: nudę.

Z każdego zakątka aplikacji byłem wciągnięty przez absurd. Bez wątpienia tak wiele doświadczeń ma charakter seinfeldowski. Każdy aspekt i każdy szczegół jest analizowany aż do sedna; to dosłownie program o niczym.

Ale nawet przy całej tej zabawnej, bezużytecznej wiedzy i dość oczywistych spostrzeżeniach, jeszcze kilka tygodni temu nie byłem w pełni zaangażowany w grę Tinder. Byłem jedynie obserwatorem, oceniającym wszystko z urządzeń peryferyjnych.

A potem, mniej niż 48 godzin po bezsensownych urodzinach, dopasowałem się do dziewczyny, która samodzielnie zmieniła moje postrzeganie. Może jednak coś w tym było.

Po miesiącach niskich oczekiwań i meandrujących flirtów byłam szczerze zainteresowana tą dziewczyną. Pomijając czystą atrakcyjność fizyczną, pozornie posiadała wszystkie wrodzone cechy, których szukam u partnera.

To nie był kolejny mecz od niezamierzonego przesunięcia lub pijanych porywaczy; to wydawało się autentyczne. Była typem dziewczyny, z którą miałeś nadzieję zsynchronizować się. Szybko nawiązałem rozmowę i nauczyłem się wystarczająco dużo o tej dziewczynie, aby wiedzieć, że ją lubię. Albo raczej, poszukiwany lubić ją.

I na tym polega problem: zainwestowałem emocje w aplikację bez emocji. Jak mogłem poczuć taką łączność z osobą, którą ledwo znam?

I tak stał się moim upadkiem. Byłem zbyt pochłonięty minutami Larry'ego Davida i zapomniałem sobie przypomnieć, że to nie jest wcześniej przyjaźń.

Tinder to nic innego jak cyfrowe sąsiedztwo, łączące ludzi poprzez połączenie rozpoznawania geografii i profilu. Nie ma kapryśnego romansu ani boskiej interwencji; to tylko przyjazna sugestia nieznajomego. Jak często bierzemy to na poważnie?

W rzeczywistości największym atutem Tindera może być po prostu umożliwienie rozmowy między nieznajomymi. Ale od nas zależy, czy będzie prowadzona jakakolwiek rozmowa. I tu wracamy do naszej cyfrowej jaźni.

Wybieranie niekonfrontacyjnych wiadomości tekstowych i błędne przesuwanie po prostu w celu dopasowania bez rzeczywistych zamiarów. To część zabawy, część gry.

Jak niedawno zauważył mi drogi przyjaciel, nie tworzymy już związków. Nie nawiązujemy nawet przyjaźni. Ledwo jesteśmy sąsiadami. Po prostu rozmawiamy, bawimy się, łapiemy uczucia i kończymy na czymś, co doskonale opisała jako „statek sytuacji”. Uwielbiam to.

Ona ma rację; może wszystko, co chcemy zrobić, to postawić się w lepszej „sytuacji”. Wiesz, wykonaj jakieś połączenie w rozdrobnionym cyfrowym świecie. Wszyscy jesteśmy ludźmi; rozwijamy się z akceptacji. Nie możemy zmienić naszego pragnienia wzajemności.

I dla mnie właśnie tego brakuje. To wyjątkowa umiejętność uchwycenia czegoś namacalnego. Dzięki Tinder nie musimy wychodzić na spotkanie z innymi ludźmi; możemy wchodzić w interakcje w zaciszu ich domów, bez widocznych ludzi.

Gdziekolwiek pójdziemy, Tinder jest w naszych kieszeniach i czeka na wezwanie.

Poradziłem sobie z tym z pierwszej ręki. Moja eksperymentalna obsesja na punkcie Tindera obejmowała dziesiątki zapałek, setki wymienianych słów, trzy przypadki wyrzucania numerów telefonów i tylko jedno prawdziwe połączenie. Oto moja niepozorna deklaracja.

Trwało to zabawnie, ale ostatecznie rozczarowanie. Nie jestem całkowicie wyczerpany. Sama aplikacja to kompletne zamieszki i zachęcam wszystkich do wypróbowania jej. Gdyby to było kiedyś, gdy byłem na studiach, widzę wszystkie chwalebne psoty, które to spowodowałoby.

Ale nie ma to żadnego znaczenia dla osobistych relacji, które dziś pielęgnuję.

Może jestem za stary, zbyt powściągliwy, zbyt uparty i zbyt wrażliwy, by mieć „statek sytuacji”. Bez względu na to, po prostu wzmocniło moją zapomnianą afirmację.

Z nowym rokiem na wysokim biegu jestem gotowy go wyłączyć, zacząć od nowa i ponownie odkrywać świat offline za pomocą bardziej wyrafinowanego obiektywu. Wiesz, złowroga domena „osobista”.

Może jestem staroświecki, a może jestem beznadziejnie romantyczny. Cokolwiek to jest, wybieram mniej Google, mniej założeń, mniej bezkomunikacyjnego zachowania.

Picie w barach i poznawanie ludzi to moja największa rozrywka. Tęsknię za dniami chwały z podniecenia nieznanego. Bez względu na otaczającą mnie kulturę wracam.

Tak więc, dla tych z Was, którzy chcą odbyć prawdziwą rozmowę na dowolny temat, możesz mnie znaleźć w mojej ulubionej lokalnej wodopoju, Jones Hollywood.

Poproś o stół 35. Każdy chętny jest mile widziany. Dziękujemy Tinder za całą chwałę i globalną zależność. Być może, jak wszystkie Twoje losowe mecze, kiedyś się spotkamy. Do tego czasu wiedz tylko: to nie ty. To ja.




Jeszcze bez komentarzy

Twój przewodnik po doskonałych związkach i prawdziwej miłości
Przewodnik dla kobiet i mężczyzn, który pomoże zmienić romans na lepsze. Naszą wizją jest pomoc w budowaniu poczucia własnej wartości